Back to home
in Kategorie, Rodzicielstwo

Rodzicielstwo bliskości a rzeczywistość cz. 2

  • 10 września 2019
  • By Patrycja
  • 0 Comments
Rodzicielstwo bliskości a rzeczywistość cz. 2

Jak obiecałam oto dalsza część moich doświadczeń z siedmioma filarami rodzicielstwa bliskości i wnioski do przemyślenia.

Kolejne filary rozbudowują trochę całą ideę rodzicielstwa bliskości. Na początku było bardziej o bliskości i więzi rodzica z dzieckiem. O części pierwszej można przeczytać tu. Teraz teoria pokazuje nam również jak zmienić nieco podejście do otoczenia, do tego jak inni mogą reagować na to, co robimy i udzielać nam wielu “złotych” rad, jak poradzić sobie w trudnych sytuacjach. Jednak główną zasadą jaką musimy zapamiętać jest RÓWNOWAGA. O tym jednak na końcu.

4. Spanie blisko dziecka

Temat spania był dla mnie chyba najbardziej problematyczny, bo to najprostsze rozwiązanie było dla mnie przez długi czas kompletnie nie do zaakceptowania. W szkole rodzenia mówili nam o wielu możliwościach jakie mamy na to, żeby mieć dziecko przy sobie. Dziecko w łóżku, dostawkę do łóżka, łóżeczko gdzieś w pobliżu. Ja chciałam być twarda i nie dać dziecku zawładnąć naszym łóżkiem. Byłam przekonana, że jeśli będę wytrwała, to uda mi się nauczyć dziecko spania we własnej przestrzeni. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że w tej kwestii myliłam się najbardziej.

Dlaczego?

Dzisiaj już nawet nie pamięta dlaczego tak bardzo nie chciałam wpuścić bobasa do łóżka. Chyba nie chciałam dać się zwariować, mała dzidzia nie będzie mną rządzić. Wtedy jeszcze nie byłam świadoma tego, że wcale nie rządzi, po prostu tego potrzebuje.

Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że drugie dziecko od razu wezmę do siebie. Uniknę kilku miesięcy męczarni, a na dodatek szybko odpocznę. Karmienie piersią ma mnóstwo zalet, ale pociąga za sobą też trochę utrudnień i nie chodzi tu tylko o to, że nocne karmienie spoczywa wyłącznie na matce (kiedy to tata sobie smacznie śpi). Przede wszystkim mleko matki jest łatwo przyswajalne i trawi się dużo szybciej niż sztuczne mieszanki. W konsekwencji dziecko może budzić się częściej na karmienie (nawet co pół godziny). Poza tym w karmieniu piersią nie chodzi tylko o pokarm, ale o bliskość. Dzieci kochają tulić się do cycusiów. Dlatego moje w miarę spokojne noce zaczęły się dopiero gdy odpuściłam. Bobas był tuż obok, a kiedy tylko zaczynał marudzić potrafiłam go przystawić przez sen i spokojnie spaliśmy dalej.

Potem jest dużo łatwiej

Z czasem kiedy ilość nocnych karmień się zmniejszyła przystawienie łóżeczka obok naszego łóżka okazało się być doskonałym pomysłem. Dzięki temu odzyskałam swoją przestrzeń, a Di była na wyciągnięcie ręki i szybko można ją było uspokoić. Teraz już ma swoje osobne łóżko, a odkąd przestałam ją karmić piersią przesypia całe noce. Do nas wędruje tylko w sytuacjach wyjątkowych takich jak na przykład choroba.

5. Wiara, że płacz dziecka jest jego sposobem komunikacji

To raczej prosta kwestia, trzeba tylko zapamiętać jedną ważną zasadę: dziecko nigdy nie wymusza. Włos mi się na głowie jeżył za każdym razem kiedy słyszałam, żeby olać płaczące dziecko, bo ono wymusza. Co to w ogóle za podejście? Ktoś kto to kiedyś wymyślił powinien zdrowo za to odpokutować.

Pamiętam jak raz poszłam na wizytę do fizjoterapeuty z małą Di, bo podejrzewałam małe problemy z napięciem mięśniowym. Nie podobało jej się to, szybko i dobitnie dała znać, że nie jest z tych wizyt zadowolona. Kiedy Pani fizjoterapeutka (notabene matka bliźniąt) powiedziała, żeby się nie przejmować, że mała wymusza, więcej się tam nie pojawiłyśmy. Dla świętego spokoju odwiedziliśmy jeszcze jednego fizjoterapeutę, wizyta przebiegła bardzo spokojnie, okazało się że nie ma powodów do obaw i na tym nasze przygody z fizjoterapią się skończyły.

Ale dość tych dygresji. Trzeba pamiętać, że dziecko nie ma wielu możliwości komunikacji. Płacz to jego jedyna deska ratunku, tylko tak potrafi pokazać, że coś mu się nie podoba i brak reakcji jest najgorszą rzeczą jaką możemy zrobić. Jak my byśmy się czuli jakbyśmy wołali o pomoc, a ktoś z naszego najbliższego otoczenia, kto powinien dbać o nasze dobro, uzna to wołanie za mało istotne i nas po prostu oleje. Komunikat takiego zachowania jest jeden i żadne dziecko nie powinno go odczuć. I nie chodzi tu o nadskakiwanie, dmuchanie i chuchanie na każde jęknięcie. Chodzi o komunikację, o miłość i troskę o drugiego człowieka.

6. Wystrzeganie się dziecięcych “treserów”

O tym nawet nie będę się rozpisywać. To tak jak z tym “wymuszaniem”. Jeśli ktoś mi mówi, że moje płaczące dziecko chce mnie zmanipulować, albo że jego zachowanie jest tylko grą w to kto się pierwszy podda. Odwracam się i idę w swoją stronę. Nawet się nie oglądam. Jeśli ktoś jest na tyle bezczelny, że śmie wmawiać rodzicom, że zmusi ich dziecko do pewnych zachować i że to jest dobra droga wychowawcza, bo przynosi szybkie i zauważalne efekty, to łamie on podstawowe prawa człowieka.

Niestety kimś takim może być ktoś z naszego bliskiego otoczenia. Niedoświadczonym, przerażonym, zmęczonym rodzicom można wiele wmówić obiecując poprawę. Dlatego tu powiem tylko, że trzeba wierzyć w siebie, swój instynkt i swoje siły. W razie wątpliwości szukać informacji z wielu źródeł, żeby mieć rzetelny obraz sytuacji, bo masze mamy czy babcie niestety często bazują na złej wiedzy. Nie dajmy się zwariować, a z czasem na pewno będzie lepiej. Znajdziemy swoją drogę, bez konieczności tresowania malucha.

7. Równowaga

Ten ostatni punkt jest czymś co w dużej mierze przekonało mnie do Rodzicielstwa Bliskości. Bardzo nie lubię, gdy ktoś z uporem maniaka przekonuje mnie do fanatycznego wyznawania jakiś zasad. Wszystko ma swoje plusy i minusy i nigdy nie jest tak pięknie jakby się mogło wydawać. Rodzicielstwo bliskości to trudna droga, wymagająca wielu poświęceń i ucząca ogromnej pokory. Sami Państwo Sears przyznali, że ten punk dodali po latach doświadczeń, bo zrozumieli, że bez równowagi między dbaniem o dobro dziecka, a własnym dobrem, poświęcenie jakiego rodzicielstwo bliskości wymaga jest zbyt duże. Dlatego od nas samych zależy jak bardzo jesteśmy się w stanie poświęcić. Z ilu filarów skorzystamy, a które okażą się dla nas niewykonalne. To my najlepiej wiemy co jest dobre dla nas i dla naszego dziecka. Ważne jest tylko to, żeby wybory których dokonujemy były świadome.

By Patrycja, 10 września 2019
Nowa przygoda z Usborne Books
Śniadanie doskonałe
Jak uczyć malucha angielskiego?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie
Niezbyt poukładana, ciągle walcząca, szukająca, sprawdzająca i lekko na opak. Mama małej Di, która zweryfikowała w moim życiu wszystko. Nie tylko pojęcie o macierzyństwie (którego nie miałam), nie tylko wartości (które wciąż pozostają raczej takie same), ale cały światopogląd (który całym sercem pragnę jej przekazać).
Najnowesze posty
Instagram
Facebook
Follow Us
Archiwum
Instagram API currently not available.