Back to home
in Kategorie, Rodzicielstwo, Weekend z dzieckiem, Zabawa

Wakacje u Prezesa

  • 6 sierpnia 2019
  • By Patrycja
  • 0 Comments
Wakacje u Prezesa

Dziś na szybko troszkę wspomnień i kilka zdjęć z wakacyjnego wyjazdu.

Bieszczady to zawsze było inne życie. Jako dziecko spędzałam tam każde wakacje i ferie, i z wielką radością przyznaję, że niewiele się tam zmieniło. Ludzie tam żyją jakby wolniej, bardziej na luzie. Drogi są wąskie, krajobrazy przepiękne, domy urokliwe, zwierzęta wszędobylskie. Wszystko jest ciekawsze, czystsze, spokojniejsze i naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia. Istny raj,

U prezesa

Do Prezesa trafiliśmy przypadkiem. Znajomi namówili Ł. na kilkudniowy rajd wierzchem po górach. Podobno fajna  sprawa. No więc Ł. pojechał i przepadł. Szybko zarezerwowaliśmy tam ostatni wolny pokój, żeby spędzić rodzinne wakacje. Klimat U prezesa jest jedyny w swoim rodzaju, szczególnie jeśli lubicie konie. Sam Prezes to chyba ostatni prawdziwy traper. Legenda Bieszczad, o górach i koniach wie wszystko. Do wszystkiego dochodził sam. Powoli, sukcesywnie, zbudował swój mały raj na ziemi.

Sam ośrodek jest dość skromy, ale za to bardzo urokliwy. Są tam trzy główne zabudowania, w których znajdują się pokoje, jadalnia i stajnia. Pokoje są bardzo ładne i wygodne. Jest w nich wszystko co trzeba, bez zbędnego przepychu. Dwa razy dziennie serwują przepyszne domowe posiłki (choć na zupę można przyjść już około 14.00 gdyby ktoś był głodny). No i dziennie można pojeździć konno po górach lub wziąć lekcje. My na pewno będziemy tam wracać (i to nie tylko na wakacje), bo takiego miejsca nigdzie nie znajdziemy.

U prezesa

 

U Prezesa

 

U Prezesa

Dla dzieci

Dzieci było dużo, w pełnym przedziale wiekowym. One też miały tam raj, bo jest tam wszystko czego mogą potrzebować, łącznie z małym placem zabaw. Przede wszystkim są tam hektary do biegania. Łąki, lasy, płytki San do pluskania, no i oczywiście zwierzęta (psy, koty i konie). Choć mała Di jest jeszcze za mała żeby w pełni z tego wszystkiego skorzystać, to raczej jej się nie nudziło. Jedyny minus był taki, że nie miała dla siebie konika, żeby pojeździć. Kucyków tam nie ma, a taki mały szkrab nie jest w stanie siedzieć na dużym koniu. Musi minąć jeszcze kilka lat, żeby mogła brać udział w lekcjach. Za to mogliśmy trochę powędrować po górach i poszukać w lasach malin, jeżyn i jagód. Odwiedziliśmy kilka razy San i byliśmy nad Soliną. Na prawdę było co robić:

  • Było karmienie koni

Krmienie koni

 

Wakacje u Prezesa

  • Tańce na stole

Tańce na stole

  • Kąpiele w baseniku

Wakacje u Prezesa

  • i w Sanie

Wakacje nad Sanem

  • Szaleństwa i wygłupy

U prezesa

Wspomnienia

Długo będziemy ten wypad wspominać, bo już dawno nie mieliśmy takiej odskoczni od rzeczywistości. No i nigdy nie wyruszyliśmy w tak długą podróż z małą Di, a chwilę się tam jedzie.

Jednak było warto. Zaliczyliśmy jedną górkę – Di nie chciała iść do góry, ani siedzieć w nosidełku więc trzeba ją było wnieść. Za to jakie widoki i jagody:

Wakacje w Bieszczadach

W drodze na górę

Wakacje w Bieszczadach

Widoki

Jagody w Bieszczadach

Jagody

Na jagodach

Kilka zjadłam

Wakacje w Bieszczadach

Po marszu na dół

Co nam się przydało, a co było zbędne?

Na koniec w odniesieniu do mojego poprzedniego wpisu mogę powiedzieć, że pojechaliśmy trochę jakbyśmy zabrali ze sobą pół domu. Jednak wszystko okazało się w jakimś tam stopniu potrzebne.

W temacie kleszczy i apteczki

Okazało się, że czerwcowa plaga była już za nami i ich ilość była znacznie mniejsza. Udało nam się ich w pełni uniknąć. Oczywiście profilaktycznie się smarowaliśmy i co wieczór były oględziny, ale sprzęt do wyciągania się nam na szczęście nie przydał. Tak jak i apteczka – obyło się bez incydentów.

Zabawki

Co do zabawek, to już dłuższy temat. Mogłam je znacznie ograniczyć. W ciągu dnia były prawie zbędne, bo jak pisałam atrakcji nie brakowało. Jednak wieczorem fajnie było mieć coś pod ręką. Po całym dniu atrakcji, kiedy na dworze zrobiło się tak ciemno, że ciężko było dość z jadalni do pokoju, zaczynało się biesiadowanie. Wszyscy siadali w jadalni na pogaduchy, albo gry. W jednym koncie siedziała grupa i gawędziła z Prezesem, w drugim natomiast rodziny z dziećmi grały w planszówki. No i żeby nie izolować się w pokoju, siadałam między tymi grupkami z małą Di i tabliczką do rysowania, naklejkami, tatuażami, czy kolorowanką. Ona była zadowolona, bo miała co robić, a ja mogłam choć w części uczestniczyć w wieczornych zabawach.

Niestety wakacje dobiegły końca i trzeba było wrócić do rzeczywistości. Na szczęście lato wciąż trwa i mam nadzieję, że będziemy się nim długo cieszyć.

By Patrycja, 6 sierpnia 2019
Nowa przygoda z Usborne Books
Śniadanie doskonałe
Jak uczyć malucha angielskiego?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O mnie
Niezbyt poukładana, ciągle walcząca, szukająca, sprawdzająca i lekko na opak. Mama małej Di, która zweryfikowała w moim życiu wszystko. Nie tylko pojęcie o macierzyństwie (którego nie miałam), nie tylko wartości (które wciąż pozostają raczej takie same), ale cały światopogląd (który całym sercem pragnę jej przekazać).
Najnowesze posty
Instagram
Facebook
Follow Us
Archiwum
Instagram API currently not available.